Katherine McLaughlin
Forget Barcelona’s beaches – this Scot is here for Spanish cheeses
Words / Tekst Duncan Rhodes
Photos / Zdjęcia Duncan Rhodes
It’s Friday morning in Barcelona and Katherine McLaughlin’s phone is ringing with irritating persistence. After fielding the first call of the day (”Has she got her sister’s spare keys?”) in a broad Scottish accent, she switches effortlessly to speaking Catalan with a local restaurant owner, while minutes later is in animated conversation in Castilian with an Andalusian farmer. The lady from Kirkcaldy is not only an expert in Spanish dialects, but has spent the last decade becoming an expert in Spanish cheeses. Her shop, Formatgeria La Seu, is the only outlet in the country to focus solely on Spanish farmhouse produce.
“I stock between 20 and 25 cheeses, from farmhouses in Catalonia, Galicia, Extremadura – and Cantabria in the south,” she explains. “My objective is to buy direct and have contact with the cheesemaker. If I like the cheese, and the cheesemaker, then I’ll proceed.”
Katherine makes a point of visiting the cheesemakers as often as possible and, such is her passion for fermented milk, she even chooses to spend her summer holidays grafting at a farmhouse, rather than lazing on a beach in the Balearics with the rest of Barcelona’s population.
“It’s hard work making cheese! It’s all right for a week or so, but each day you’ve got to take the cows out to pasture, start work at 8am, break for lunch and then back again at 3pm until 7pm – and after that delivering to different restaurants and shops.” Aside from the unpleasant hours, Katherine is able to run off a long list of unenviable tasks associated with cheesemaking, including cleaning clothes that have been soaked in milky water, scrubbing out huge vats and sweeping bodegas (maturing rooms). “They say cheese is expensive, but it should be 25 times the price!”
Katherine uses her job as the perfect excuse to travel to farms up and down Spain’s idyllic countryside. Just occasionally, however, her occupation has delivered a hazard for which she’s not been prepared.
“In Galicia I got chased by a bull. One morning Luis (the farmer), his uncle and I went to take the cows out to pasture. After we’d got them into the field, Luis drove the tractor away – which turned out to be a big mistake. All of sudden this huge bull was charging at us! We got to the gate and the uncle, who was about 70, had a stick and he’s hitting the bull, which is going mental, stamping and snarling. The uncle’s saying: ‘Run, run!’ in Spanish and I’m going: ‘Noooooo!’ I thought, I can’t leave him here… but then again, I didn’t want to die just then either!” Thankfully the bull eventually got bored and left them alone, allowing Katherine to carry on to pursue her passion.
Now 54 years old, Katherine has worked with food since she was 16. The Scotswoman finally found her vocation when she visited renowned cheese retailers Neal’s Yard Dairy in London. Inspired by their dedication in bringing customers the best of British, she set her heart on opening her own Spanish outlet in her adopted city. She was lucky enough to find the perfect place for her project – a boarded-up former butter factory. After finally meeting the property owner (she had been pestering him every three months on the phone), the Catalan gentleman approved of Katherine’s work, partly she suspects, because he himself was writing a thesis about milk.
For 10 years Katherine has been serving locals Spanish cheeses that she has personally selected from across the country. Appropriately enough for a Scot, her favourite, Torta Canarejal, is made by coagulating the milk with thistle heads. Katherine even stocks three flavours of cheese ice cream, made from cow, goat and blue cheeses.
Not one to rest on her laurels, Katherine is soon to open a small wine bar next door. “I want to do about a dozen wines that I’ve picked. It’s scary, eh? I’m going to get criticised to death. But as the Catalans say, if they speak badly of you, make sure they speak very badly of you.”
Formatgeria la Seu, Carrer Dagueria 16, +34 93 412 6548, www.formatgerialaseu.com. Closed Sunday and Monday.
Katherine’s city secret
“One of my favourite restaurants is Café De L’Academia (Carrer Lledó 1, +34 93 319 8253, closed weekends), where they serve modern Catalan food. They do things like lasagne with black pudding, rack of lamb, and aubergine with some goat’s cheese on the top. The owner has his own vineyard near Montserrat, and it’s very good wine.”
Katherine McLaughlin
Jak przedsiębiorcza Szkotka podbiła stolicę Katalonii hiszpańskimi serami
Jest piątek rano w Barcelonie. Telefon Katherine McLaughlin dzwoni z irytującą uporczywością. Po odebraniu pierwszego porannego telefonu (dotyczącego zapasowych kluczy jej siostry) z wyrazistym szkockim akcentem, Katherine bez wysiłku przechodzi na kataloński i rozmawia z właścicielem niedalekiej restauracji, by kilka minut później przeprowadzić ożywioną konwersację po kastylijsku z andaluzyjskim rolnikiem. Ta 54-letnia dama jest nie tylko ekspertem od języków Półwyspu Iberyjskiego – przez ostatnią dekadę stała się specjalistką od hiszpańskich serów, a jej sklep, Formatgeria La Seu, jest jedynym w kraju, który skupia się wyłącznie na miejscowych produktach rolniczych. – Mam na stanie od 20 do 25 rodzajów sera, z farm w Katalonii, Galicji, Extremadury i Kantabrii na południu – wyjaśnia mi, jak tylko telefon przestaje nam przeszkadzać. – Zawsze staram się kupować bezpośrednio od producenta i oczywiście nie tracić z nim kontaktu. Jeśli ser (i jego producent) przypadną mi do gustu, wtedy go kupuję.
Katherine stara się odwiedzać producentów sera jak najczęściej. Jej miłość do sfermentowanego mleka jest tak wielka, że chętniej spędza swój urlop harując na farmie, niż leniuchując na plaży jak reszta barcelońskiej populacji.
- Produkcja sera to ciężka praca. Przez tydzień można jeszcze to znieść, ale każdego dnia trzeba paść krowy, zaczynać pracę o 8.00, po krótkiej przerwie na lunch o 15.00 trzeba pracować do 19.00, a potem zaczynają się dostawy do restauracji i sklepów. Oprócz długich godzin pracy, Katherine wymienia całą listę niemiłych zadań związanych z robieniem sera, na przykład pranie ubrań poplamionych serwatką, skrobanie wielkich kadzi i zamiatanie sklepu. – Mówi się, że ser jest drogi, powinien być 25 razy droższy! – Katherine nie ma na ten temat żadnych wątpliwości.
Praca daje Katherine doskonałą wymówkę do podróży po przepięknych okolicach w całym kraju. Jednak czasem jej zawód stawia ją w obliczu ryzyka, na które nie była gotowa. – W Galicji gonił mnie byk. Pewnego dnia producent sera Luis, jego wuj i ja poszliśmy wyprowadzić krowy na pastwisko. Kiedy krowy były już w polu, Luis uruchomił traktor, co okazało się wielkim błędem. Nagle spostrzegliśmy szarżującego na nas ogromnego byka. Dobiegliśmy do bramy a wuj, który miał z 70 lat i podpierał się laską, zaczął nią okładać szalejącego, wierzgającego groźnie byka. Wuj wołał po hiszpańsku “uciekaj, uciekaj!”, a ja krzyczałam “nie!”, przecież nie mogłam go tam zostawić, choć z drugiej strony wcale nie chciałam na tym pastwisku stracić życia!
Na szczęście byk po jakimś czasie znudził się i zostawił ich w spokoju, a Katherine mogła dalej zgłębiać swoją pasję. Już jako 16-latka pracowała w przemyśle spożywczym, ale dopiero po wizycie w londyńskim Neal’s Yardzie, znanym sklepie z serami, znalazła swoją niszę. Ich oddanie dostarczaniu klientom najlepszych brytyjskich serów było inspirujące – po latach Katherine postanowiła otworzyć swój własny sklep w przybranym mieście. Miała szczęście i znalazła idealne miejsce dla realizacji swojego projektu – starą fabrykę masła. Po spotkaniu z właścicielem budynku (nagabywała go telefonicznie co trzy miesiące), kataloński gentleman w końcu zaakceptował plany Katherine, pewnie i dlatego, że sam pisał prace naukową o mleku.
Już od 10 lat Katherine serwuje mieszkańcom Barcelony sery, które osobiście wybrała. Jej ulubiony, Torta Canarejal, ma nieco szkocki charakter, jako że mleko do jego wyrobu przetwarzane jest przy pomocy główek ostu, symbolu jej ojczyzny. Katherine sprzedaje też trzy rodzaje lodów z mleka krowiego i koziego oraz o smaku sera pleśniowego.
Katherine nie spoczywa na laurach i otwiera obok swojego sklepu kameralną pijalnię wina. – Chciałabym zaoferować około tuzina win, które wybrałam. Straszne, co? Nie zostawią na mnie suchej nitki. Ale Katalończycy mawiają: jeśli już mówią o tobie źle, to spraw, by mówili o tobie bardzo źle.
Formatgeria la Seu, Carrer Dagueria 16, +34 93 412 6548, www.formatgerialaseu.com. Nieczynne w niedziele i poniedziałki.
Katherine poleca
“Jedną z moich ulubionych restauracji jest is L’Academia (C/Lledó 1, nieczynne w weekendy), gdzie podają nowoczesna kuchnię katalońską. Serwują tam na przykład lasagne z kaszanką, żeberka jagnięce i bakłażany z kozim serem. Właściciel ma własna winiarnię niedaleko Montserratu i podaje dobre wino.”




